Translate :)

niedziela, 19 października 2014

Czy "czas wolny" w ogóle istnieje?


Aplikacje wysłane! Spokój na najbliższe 3 miesiące, jeśli o o chodzi, a potem znów aplikacje do US. Przynajmniej nie muszę się martwić o przewidywane oceny, bo jedyne co mi zostało to napisać dobrze egzaminy, hey ho! :) (Tym będę się martwić później)

Życie? Brak. Mój dzień wygląda tak:
1. Wstaję, idę od razu na śniadanie, bo nie chce mi się pchać między ludzi, którzy chcą jeść w przerwie pomiędzy lekcjami.
2. Mam zajęcia, na których rozważam ich sens i czy nie lepiej byłoby sobie pospać. Z reguły jednak zostaję, bo ci, którzy chodzą na lekcje mają +5 do miłości nauczyciela (żart, nauczycieli to nie obchodzi).
3. Jem lunch i wracam do pokoju, gdzie:
a. śpię
b. drzemka
c. oglądam seriale
d. uczę się
Nie bezpodstawnie w takiej kolejności. I nie, punkty a i b wcale nie są takie same. Drzemkę od snu odróżnia to, że trwa mnie niż 3h. :)
4. Wieczorem idę na obiad, po czym dociera do mnie, że ten dzień był zupełnie zmarnowany, więc chcę się jednak zacząć uczyć, ale...
5. College Assembly  meeting, więc kolejne 3h (przynajmniej z jedzeniem) dyskutowania o przeróżnych sprawach.
6. Idę spać.
7. Repeat steps 1-6 for the next day <-- much chem lab








 

 

 To tyle narzekania! A tak poza tym to uwielbiam życie (i jego brak) tutaj! <3

niedziela, 28 września 2014

Studia - not really?

Semestr nr 3 ogłaszam oficjalnie najgorszym semestrem do tej pory. Jest masa roboty non-stop: labs, testy (nawet w niedziele), lekcje (też w niedziele), brak życia i te sprawy. 

W piątek jechałam do Mumbai'u żeby zdać UKCAT. Zdałam i wreszcie mam to za sobą. Chociaż mogłoby być lepiej. 
Za 2 tygodnie muszę wysłać aplikacje na studia i to jest główny powód dlaczego nasz doradca ds studiów - Allison - ściga mnie dzień w dzień. A ja uciekam, bo pomysłów brak. Dzisiaj już jednak dorwała mnie w kafeterii i zaprosiła do siebie, żeby wreszcie dowiedzieć się jaka jest "historia mojego życia" (jakbym jakąś miała, hehe).
No cóż, chyba trzeba zacząć myśleć. 
Aplikuję w różne miejsca na różne kierunki. Głównie do Szkocji, bo SAAS (czy coś takiego) pokrywa koszty studiów. Medycyna w Szkocji (Edynburg, Dundee i ewentualnie Aberdeen). Potem wpadłam na lepszy pomysł studiowania ilustarcji w US na Ringling albo Sarah Lawrence i jeszcze jakiegoś innego kierunku (2w1). Także czekam aż te 2 uniwersytety zjawią się na komusie, żeby zaoferować mi pełne stypendium, przeloty do Polski i laptopa w komplecie :D Just kiddin' ale nie miałabym im za złe...

Ta różnorodność medycyna slash ilustarcja chyba sprawiła, że Allison ma dużo zabawy jeżeli chodzi o moje aplikacje, bo te kierunki są trochę "sprzeczne" i nie bardzo współgrają ze sobą, co totalnie oddaje stan mojego umysłu w tej chwili. No i czyni mnie obiektem badań i eksperymentów Allison (dobrze, że ta kobieta ogarnia ten system). 

Jedno wiem - nienawidzę aplikować na studia. 



Indyjskie cukierki, takie kolorowe, takie chemiczne... :)


Paczka, zjedzone...

<3

Cisza przed burzą ;) Ale widok ładny
I jeszcze inny widoczek na Mount Willkinson

Starbucks love <3            

Satat kubek, który dostaliśmy za sprzątnie kampusu w niedziele (Peace Day)

wtorek, 9 września 2014

Flashmob na teście z matmy i inne przygody :)



Louise i Carole jak zwykle przyszły na herbatę #pracanieucieknie
Bio lab - serduszko kurczaka, pompowanie płuc kozy pompką było kolejne...

Miła matma, dobra matma... Gdyby jeszcze była matmą

Zbawienny płaszcz przeciwdeszczowy (bo pada non stop)

Labsy z chemii jak zwykle interesujące (bleh)


Chillin' w SPACE'ie

Monsun w Indiach jak widać zielono i deszczowo (leje cały czas)

poniedziałek, 1 września 2014

INTEGRATION WEEK = MUCH FUN (wpis z serii #yolo)

Hellooo!
Piękne powitanie w pierwszy dzień szkoły, nie dla mnie, ale dla niektórych pewnie tak. Ja już teoretycznie zaczęłam 2 tygodnie temu i miałam tydzień zajęć (których w ogóle nie pamiętam, ups). Przyjechali pierwszoroczni, są świetni, ma się wrażenie że normalnie lepsi od nas. Ale ciii...

No więc nie miałam klas w ostatnim tygodniu, ale roboty było dużo... To zadania z matmy (to z tej matmy, która wcale nie przypomina matmy, bo mówi o jakichś wektorach w 4D, ale nie filozofujmy o tym), to 2 laby do skończenia z biologii i z chemii, test z chemii z equilibrium (który był dziwny), dodatkowo trzeba było ogarnąć pierwszaków i w ogóle...

Ze względu na to, że postanowiłam, że ten rok szkolny będzie nosił nazwę #YOLOyear chodziłam spać o około 4 w nocy, wstawałam o 11, od czasu do czasu otworzyłam książkę, którą po 2 minutach zamykałam, bo #życiejestczymświęcejniżtylkoszkoła.
Było też parę muwci imprez, wyjątkowo kulturalnych, bo umówiliśmy się, że nie sprowadzamy pierwszaków na złą drogę (cokolwiek to miało znaczyć).

Zmienili mi współlokatorkę. Teraz mam dziewczynę z Chin (coooool), której imienia jeszcze nie potrafię wymówić, no i z Indii/Saudi Arabii. Są świetnie, oprócz tego że nie ma ich cały czas w pokoju i wracają o 3 nad ranem, bo "gotują". No cóż... Jeszcze nie wiedzą, co to IB.

Ogólnie na intergration week'u mieliśmy:
1) Mud games: te normalnie mnie ominęły, bo miałam FRO i musiałam załatwić papiery w Pune, co zajęło cały dzień. Plusem był McDonald's. Za to w sobotę rano o 5 obudziliśmy pierwszorocznych i wywlekliśmy ich na boisko, gdzie wszystko było zmoczone i porobiło się błoto. No i zostałam do samego końca grając i tarzając się w błocie, bo #yolo - no co? ludzie za to płacą, to dobre dla skóry... Masaż błotny. Może dostanę gdzieś zdjęcia, które zrobił Felipe to później wstawie :)

FRO in Pune


2) 1st year/2nd Year shows: w sobotę pierwszaki zrobili NIESAMOWITE show. Szczerze? Było mega lepsze od naszego rok temu, epickie! Chociaż nasze dzień później nie było takie złe, ja udawałam sportsmenkę, która robiła "pompki" (master oczywiście), a potem wszyscy czyli jakieś 20 osób wskoczyli na łóżko, które się zarwało... Ups. Niezłe show!

3) Buddy Ball. Mój buddy jest z (uwaga) USA, a konkretnie z Hawaji... Przebraliśmy się za mimów, bo #yolo
Ja i Kaz, tacy piękni


KISS (Ana, Lucas, Jovana i Eva) + indyjski HARRI POTER (Prashant)


4) Pierwsze Pune z pierwszaczkami:

Carole, Luc, Prikshit, ja, Anamay, Eva

No w sumie to tyle z Integration week. Oprócz tego ogarnęłam trochę uniwersytety bo już za miesiąc (omgggg) muszę aplikować, a wcale nie chce się za to zabrać... Ogólnie mam 5 wybranych, wszystkie w Szkocji, bo dla Europejczyków jest za darmo :) Przedsiębiorcza Gabi.
Wkopałam się w College Assembly, że niby robię coś dla szkoły, ambicja wzięła górę. Nie no, jest śmiesznie...

Moja ściana: Joker jeszcze nie skończony #yolo
Tea time! Zabraliśmy Sigurdowi czapkę, złe my...

#yolo jestem chomikiem

Tak bardzo się nie chce...

wtorek, 19 sierpnia 2014

Back on the hill!

Hej!
Już od 4 dni jestem w Indiach, przyleciałam o północy piątek/sobota, a w szkole byłam o 6 rano. Podróż taka sobie, w sumie jedna z najgorszych jakie miałam, bo oczywiście jak zwykle trafiło mi się miejsce przy samym skrzydle. Następnym razem sama sobie miejsce zarezerwuję :)
Najpierw leciałam do Munich, tam 3.5h czekania, a potem do Mumbaju, tam ok. 2h czekania na Daan'a i Ji Yea, którzy mieli przylecieć po mnie. Na szczęście NOWY terminal w Mumbaju jest tak wypasiony, że ma internet (szok), więc szybko zleciało... Do szkoły jechaliśmy w nocy, więc trochę się wyspałam w jeepie.

W sobotę w sumie byłam jako pierwsza lub jedna z pierwszych na kampusie (wow). Spałam, jadłam, spałam, wybrałam swój corner (najlepszy w pokoju: 2 gniazdka, wielki stół, przełącznik do wielkiego wiatraka i okno) i trochę go urządziłam, pogadałam z ludźmi... W ogóle fajnie. A o 23 jakoś przejechała Ana, moja nowa współlokatorka z Meksyku, yey! Zaczęłyśmy przestawiać rzeczy, dekorować pokój, jakoś skończyłyśmy o 2-3 w nocy. I to by było na tyle o tym, że sen jest komuś potrzebny. Po drodze jeszcze wpadła Ada, która też już przyjechała na kampus <3

W niedzielę wszyscy oczywiście spodziewali się braku brunch'u. Dla rozjaśnienia sytuacji, brunch (breakfast+lunch) to 4h serwowanego dobrego jedzenia. Ale, że była tylko 1/4 ludzi, wszyscy myśleli, że nie będzie. Budzę się o 8, żeby iść na normalne shitty śniadanie, a tu... suprise! Trzeba czekać 2h na brunch, ale warto było :) Zawsze są omlety z dodatkami, płatki, mleko, mięso, no wszystko! Można się spodziewać też dosy (indian thingy), creps (ala naleśniki z czekoladą), korean pancakes (najlepszeeee), no i makaronu. Także brunch to coś pięknego :')

Kampus ogólnie "wyzieleniał", bo w lato jest sucho, a podczas monsunu można się poczuć jak w lesie tropikalnym. 

W niedzielę na check-in prawie wszyscy już byli. Brakowało osób, które miały a) problemy z visą b) spóźniły się na lot c) zrezygnowały ze szkoły (jedna osoba, mianowicie Merve, skomplikowana sprawa).
Ze względu na to, że w zeszłym roku opuściło nas jakichś 10 nauczycieli, dostaliśmy nowych. Yey or ney?
Trudno na razie powiedzieć. W naszej wadzie jest najwięcej nowych, bo właściwie na 5-ciu nauczycieli, 4.5 jest nowych. Te pół to psycholog, która jest tylko 2 dni w tygodniu. Więc mamy Henning'a, który jest już tu 4 lata i uczy mnie angielskiego, potem jest Depika, która bd uczyła ang pierwszorocznych, jest Lilian, która uczy ESS (Environmental Systems and Societies or what?) no i jest dwóch Carrie's. "Carry w obu przypadkach pisze się inaczej, ale jeszcze tego nie rozszyfrowałam. Jeden to facet: Small Carry, drugi to dziewczyna: Big Barry (ironicznie, bo czego się spodziewać). Zróżnicowanie jest: India, Gwatemala, Jamaica i Canada (w tej kolejności). Zobaczymy jak się będą sprawować... :)

Lekcje się już zaczęły, kolejny tydzień mamy wolny bo przyjeżdżają pierwszoroczni i będzie zabawnie. Już mam tonę zadania >.< 

Uzyskałam też tajną informację, bo nikt inny nie wie, kto będzie ich współlokatorami. A ja wiem buahaha. W naszym pokoju będzie totalna różnorodność 4 kontynentów! Europa, Ameryka, Azja i Afryka! Jedna dziewczyna z Sierra Leone musiała już przyjechać wczoraj, bo w jej kraju jest ebola i chcieli ją jak najszybciej wysłać poza granice kraju. W ogóle osoby z tych krai jak SL czy Nigeria są pod stałą opieką lekarza i muszą chodzić do niego 3 razy dziennie... Współczucia im. Ogólnie jest bardzo miła i wydaje się spoko. Także mega się cieszę :)


 

 

 

 

czwartek, 22 maja 2014

On our way



Heeelo!
Wiem, że dawno nie było żadnego wpisu, ale miałam naprawdę dużo roboty. Maj przeleciał zbyt szybko i już mamy 22, a za 4 dni będę siedziała w domku, śmigała po supermarketach albo pijąc ulubioną bubble tea! Na to nie mogę się już doczekać.

Od 12 do 21 maja miałam testy. Kolejno: hiszpański, matma, angielski, biologia, chemia i filozofia.
Hiszpański trochę nie wyszedł, ale prawda jest taka że skupiłam się na innych ważniejszych przedmiotach. Z matmy HL miałam największego stresa, bo jako jedyna Europejka miałam prawo zawalić. Zaskakująco przyznaję, że test był bardzo okeeej, i myślę że poszło dobrze! Z angielskiego całkiem, całkiem, w sumie to i filozofia to po prostu "lanie wody". Z biologii chcemy zmienić nauczycielkę w następnym roku, więc mam nadzieję, że będzie lepiej, a z chemii progres haha. To tak w skrócie. Ostatnie 2 tygodnie spędziłam więc w klasie z Carole (Lux) i Louise (Belgia) starając się przyswoić jakąś wiedzę. Większość tego co się przyswoiło, było jednak herbatą...




Totalnie nie rozumiem tych ludzi, którzy ewidentnie chcą nas się pozbyć z kampusu. Dobra, może jednak nie wygląda to tak drastycznie. Chociaż już jakoś w zeszłym tygodniu dostaliśmy worki (na ryż), do które mieliśmy spakować rzeczy, które zostawiamy w szkole. Oczywiście opcja jednego worka nie wchodzi w rachubę, mam rzeczy w plecaku (o np. mam mini kosz w plecaku, a w koszu mazaki, etc. - takie ekonomiczne pakowanie) i teraz jeszcze załatwię jeden worek na kurtyny. Dobrze mi idzie pakowanie, jeszcze jutro OSTATNI raz do Pune jedziemy.





Spacer w środku dnia (patrz: 40stopni)
 Sucho, a jak wrócimy w sierpniu to wszystko będzie zielone!








Byłam bardzo szczęśliwa, jak się dowiedziałam, że w Polsce ma być deszczowo i burzowo. A tu proszę 28 stopni w poniedziałek -.- Nie, wcale się nie ucieszyłam... Mimo, że to i tak 10 stopni różnicy :)
A tyle planów na wakacje już mam, i tak wiem, że nie będzie już czasu na wszystko.
Chcę odwiedzić Carole i Louise w Luxembourgu albo Belgii, potem pewnie spędzę trochę czasu w Niemczech (już obiecałam, że podszkolę mój niemiecki)... A niby 3 miesiące. Mam ambitny plan napisania EE, który jest na temat czegoś w stylu: "Jak SIMS 2 wpływają na realistyczne postrzeganie świata?". Mój research będzie się opierał na spędzeniu dużej ilości godzin grania w Simsy. <-- No comments.



Good fruits!





 Wielokulturowy piknik :)
Dzielenie się wszystkim - pierwsza zasada kampusu.


Nice Merve (hope you will see this pic) <3






Niech będzie...


Od lewej: Carole, Merve, Louise, Srini, Podho, Daniel, ukryta Marie i Rhea, Trisha i Sigurd :)
A na środku: kitkat cake, kolorowa galaretka, lody arbuzowe, kanapki i  cinamon rolls (nice foood)


No to tyle, może jeszcze napiszę coś podsumowując cały rok :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Za równy miesiąc będę już w Polsce. Niemożliwe jak to wszystko tak szybko przeleciało, a teraz to już w ogóle. Za tydzień kończymy klasy i 12 maja zaczynają się testy. Mamy przed tym tydzień wolnego, żeby się uczyć.
Moje są rozłożone w kolejności: hiszpański, matma, angielski --5-dniowa przerwa --- biologia, chemia i filozofia. Kończy się 23 maja.
Z hiszpańskiego, filozofii czy angielskiego nie trzeba się za bardzo stresować - wystarczy powtórzyć materiał. Ogólnie- dużo roboty, ale chyba wykonalne jak dobrze rozplanuję...

Nie pisałam jakiś miesiąc, więc pokrótce coś poopowiadam.

Drugoroczni już skończyli swoje klasy 2 tygodnie temu. W przed-ostatni piątek nocowali w AQ (budynki szkolne). Obudzili nas o 6 rano, mówiąc, że uprowadzili pierwszorocznych i schowali klucz do kafeterii, więc nie będzie śniadania. Musieliśmy się przedrzeć do AQ. Oczywiście nie było tak uroczo, bo skończyłam z wiadrem wody na głowie i cała mokra wracałam po godzinie do pokoju.
Na schodach go kafeterii witał nas przepiękny napis:
"Did you sleep well?
No? Too bad.
We don't give a shit"



W niedzielę odbył się bieg do Paud (pobliskiej wioski), jakieś 8km. Był to bieg upamiętniający jedną z UWC alumni (z Izraela), która zginęła w Himalajach w 2011, kiedy jechała  na reunion muwci. Było ciężko, ale razem z Zelmą (Dania) przebiegłyśmy całą trasę w miarę szybko :)


W środę oddawałam krew i jestem mega zadowolona, mimo że jak weszłam to jedna osoba zemdlała nawet jeszcze przed oddanie krwi. Oczywiście przez 25 minut wszyscy zgromadzeni szukali jakiejś ładnej żyły, bo niestety były z tym problemy... -.-
W końcu pobrali tylko 350ml mojej A Rh+, do teraz nie wiem czemu nie 450ml, no ale cóż... W każdym razie po oddaniu krwi dostałyśmy plakietki, ciasteczka i sok (opłacalny interes).




Jakieś 2/3 tygodnie temu drugoroczni z Art mieli swoją wystawę...







 Wada dinner: dużo jedzenia, lody z polewą czekoladową, kurczak, makaron i dosa! Oł jee!
Z Podho (Bangladesh) i Carole (Lux)

Deszczowo... Suprise!

House dinner - omnomnom!
Ostatnie znaleziska w "Foodhall" :) Polski produkt







Powstaje pierwszy film o UWC... Zwiastun już jest + można dofinansować projekt:
https://www.indiegogo.com/projects/the-uwc-spirit-the-first-documentary-about-the-united-world-colleges-movement?show_todos=true#home